11103496_1196496490379551_1602700836_o

Millioner, sa de, ikke glem det. Millioner. Jeg er bare én. Jeg er én som var her. Jeg er én som dro bort. Blant millioner glemmes man fort. Jeg er én. Ta mitt navn og gjem det.
Dikt av Margaret Skjelbred

3320412584

Norweska Rada Etyki Mediów (Pressens Faglige Utvalg) uznała, że określenie polski obóz koncentracyjny nie narusza zasad dziennikarskich…W opinii Rady właściwa interpretacja sformułowania „polski obóz koncentracyjny” wskazuje, że znajduje się on na terenie Polski, a nie oznacza, że był on organizowany przez Polaków. Podkreślono, że dawne niemieckie obozy w Norwegii także są określane przez Norwegów dla geograficznego umiejscowienia jako „norweskie”…. Należy jednak zwrócić uwagę, że istnieje definicja obozów koncentracyjnych, przyjęta przez UNESCO zakazująca używania takich sformułowań… Polskie MSZ wcześniej zwracało uwagę na używanie przez norweskie media kłamliwych określeń w rodzaju „polskie obozy koncentracyjne” lub „polskie obozy zagłady/śmierci”. Niestety, nasze interwencje nie pociągają za sobą żadnych skutków. Należy postawić uzasadnione pytanie o poziom wykształcenia dziennikarzy norweskich, szczególnie absolutnie podstawowych faktów dotyczących kwestii sprawców i ofiar podczas II wojny światowej!

Idąc za tematem postanowiłem odwiedzić jeden z NORWESKICH obozów koncentracyjnych…napisałem specjalnie NORWESKICH bo właśnie taka historie przedstawiam…
Graver fram nazi-historie
Berg internerings- og krigsfangeleir 1942–1945

BERG_GARD_img2

Obóz zagłady w Berg, zaledwie 4 km od centrum Tønsberg powstał dzięki aktywności norweskich kolaborantów współpracujących z nazistami na polecenie NS-kontrollerte Statspolitiet w 1942roku…podporządkowany bezpośrednio Departamentowi Policji.
Do obozu trafiali norwescy żydzi, członkowie ruchu oporu, jeńcy wojenni i norwescy przeciwnicy polityczni reżimu nazistowskiego…najmłodsi mieli 15 lat…

2120584594

BERG był jedynym obozem w Norwegii założonym i w pełni zarządzanym przez NORWEGOW (strażnicy, komendantura) i przez wielu świadków uważanym za najokrutniejszy (tortury, głodzenie itp.) z obozów do którego w Norwegii można było być zesłanym…

Z obozu w BERG grupami deportowano ludzi do nazistowskich obozów zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w Polsce…w ostatniej grupie wysłano 227 więźniów…tylko 7 z nich przeżyło wojnę.

Pamięć o tych wydarzeniach nie jest w sposób szczególny kultowa na w Norwegii… Obecnie na terenie byłego obozu powstało więzienie o nie zaostrzonym rygorze a wszelkie ślady obozu BERG z każdym rokiem zacierają się coraz bardziej…
Po wojnie znaleziono w okolicznym lesie głaz na którym więźniowie wyryli symboliczny znak i datę z obozu…dziś można ten monument znaleźć przed brama więzienia…

Po wojnie skazano na dożywocie tylko trzech norweskich strażników…

12311569_1196496767046190_1788291358_o

Wiele tajemnic Berg jest wciąż nie wyjaśnionych…mimo, ze np. 2008 roku w trakcie przebudowy, remontu podłogi w jednym z budynków znaleziono dużą cześć dokumentów i rzeczy osobistych więźniów NORWESKIEGO obozu koncentracyjnego z przed lat…

wieloryb-polowy_15Rząd norweski ustanowił w tym roku najwyższą od 25 lat liczbę wielorybów przeznaczonych do upolowania. Zwierzęta te w ilości 1,286 mają być odłowione w obecnym sezonie łowieckim. Tym samym Norwegia, wyprzedzając Japonię, stała się państwem przodującym pod względem ilości polowań na wieloryby…wiedzieliscie o tym? …

MB-VikingWhalers-003-1072x714Lofoty, wyspy na północy Norwegii, zawsze były odrębnym światem. To podobny do półwyspu łańcuch dzikich, skalistych skrawków lądu wcinający się w Morze Norweskie za kołem podbiegunowym. W skandynawskim folklorze długi grzbiet lofockich gór był uznawany za ulubione miejsce trolli i walkirii – panien, które odprowadzały poległych wojów do legendarnej Walhalli…   W letni poranek drewniana łódź sunie po gładkiej tafli Vestfjorden, 69-letni szyper Jan Bjørn Kristiansen pływa po tych wodach od ponad 50 lat, z czego ostatnie 40 na tym samym stateczku, który też nazywa się Jan Bjørn. To stosowna nazwa, bo ów człowiek i łódź mają wspólne typowo norweskie cechy – upór, praktyczność, mocną budowę. No i blizny, pamiątki po latach ciężkiej pracy na morzu…W ciągu letniego sezonu polowań Kristiansen uśmierci harpunem jakieś 30–40 płetwali karłowatych, rozbierze ich tusze na pokładzie i sprzeda mięso na nabrzeżu miejscowym handlarzom. Pomimo międzynarodowego moratorium na komercyjne wielorybnictwo Norwegowie tacy jak Kristiansen nadal polują na płetwale karłowate – aczkolwiek z powodów praktycznych robią to tylko na norweskich wodach terytorialnych.Takich malenkich lodzi plywa w tym rejonie ponad 20…

1564474W latach 60. XIX w. Svend Foyn, norweski magnat żeglugowy i wielorybniczy, wymyślił działo harpunnicze. Ten wynalazek zmienił reguły gry i wypchnął Norwegię na czoło państw wielorybniczych…

Modne restauracje w Oslo nadal oferują steki z wieloryba, wielu klientów uważa to kaloryczne czerwone mięso za pożywienie z czasów kryzysu, coś nieprzyjaznego dla środowiska albo jeszcze gorzej, za atrakcję kulinarną dla turystów. A z powodu różnorakich czynników – m.in. ograniczeń narzuconych przez konwencję CITES – rynek eksportowy jest niewielki i choć rząd ustala roczną kwotę na 1286 płetwali karłowatych, w praktyce wielorybnicy odławiają mniej (533 sztuki w roku 2011).

Pomimo międzynarodowego moratorium norwescy wielorybnicy na krajowych wodach nadal polują na płetwale karłowate…

Norwegia jest jedynym krajem obok Islandii, który w celach handlowych poluje na wieloryby

10348356-e840-442c-acad-7d16f4d709c0.file

Połowy wielorybów w Japonii są oficjalnie dozwolone w celach naukowych, ale duże ilości mięsa trafiają się na rynek.

Niezależnie od tego jak wiele i jaki kraj zabija wieloryby, każda śmierć tych wielkich zwierząt jest straszną męczarnią.
Najczęściej jeden strzał z harpuna nie wystarcza by pozbawić życia wieloryba. Zranione zwierzęta często przywiązywane są za ogon do statku i ciągnięte do zatoki. Jedne w drodze, inne dopiero w zatoce po prostu toną…

Rząd Norwegii urządza polowania gdyż zwyczjnie nie zgadza się z moratorium, argumentując, że skoro nie uwzględniono w nim ich obiekcji to po prostu ich nie obowiązuje.
Norwegia złamała moratorium w 1993 roku, do 2006 odłowiła 6334 wieloryby….

.

PREUS MUSEUM – et nasjonale museet for fotografi

386303_10150569935153352_172214672_n

Preus Museum w Horten jest norweskim muzeum fotografii znanym nie tylko z ekspozycji muzealnych, ale również z organizowanych wystaw, konkursów i spotkań dostępnych dla wszystkich interesujących się tą sztuką. 🙂

A History of Photography

941155_10151738826703352_1728799684_n

Każda osoba interesująca się fotografia powinna chociaż raz odwiedzić fascynujące muzeum fotografii, które znajduje się nad muzeum morskim w Horten. Znajdziecie tu prace wielu wybitnych artystów i eksponaty, które na długo zapadną Wam w pamięci… Tym bardziej milo jest odwiedzając wystawy spotykać się z pracami polskich artystow…

Fast-utstilling-panorama-1_responsive900

Jeśli chcecie poznać prace jednych z najlepszych na świecie to koniecznie wpadnijcie na kawę do Preus …

10888741_10153155555268352_7991995806967403844_n

Można tu tez poznać tysiące aparatów, które zmieniały się z biegiem czasu i punktu postrzegania świata przez ludzi…

971311_10151689350818352_480252489_n

Namiary i szczegoly znajdziecie tutaj … http://www.preusmuseum.no

Polecam wszystkim!!!

Muzeum Morskie w Horten dokumentuje dzieje Królewskiej Norweskiej Marynarki Wojennej. Było główną bazą Marynarki Norweskiej od 1819 do 1963 roku. Z licznie zachowanych do dziś budynków możemy oglądać forty Norske i Citagellet, pozostałości fabryki samolotów, budynek szkoły Marynarki Wojennej, gmachy koszarowe i amunicyjne oraz stanowiska artyleryjskie. Prawie cały teren został opuszczony przez marynarzy w 2002 roku i wraz z 73 budynkami przekazany lokalnej administracji.Samo muzeum działa od 1853 roku i jest jednym z najstarszych muzeów morskich na świecie

IMG_2353

W XIX wieku był to po prostu otwarty dla publiczności zbiór pamiątek. Dziś stopniowo poszerzane zbiory stały się pokaźną ekspozycją o silnie tradycyjnym i historycznym charakterze. Kolekcja muzeum zawiera fragmenty i modele statków. Jej dużą część stanowi sprzęt używany przez marynarkę norweską oraz aliancką i nazistowską.

503x

Wrażenie robi ekspozycja plenerowa. Już przy wejściu na teren zwracamy uwagę na łódź podwodną. Okręt podwodny typu KOBBEN207 S-302 Utstein, będący w służbie do 1991 roku stanowi największy eksponat muzeum. Łódź można zwiedzić wewnątrz nawet po godzinach otwarcia muzeum…! Polecam swietna zabawa… 🙂

IMG_2299

W skład wystawy plenerowej wchodzą jeszcze drewniane kotwice, liczne dawne armaty okrętowe oraz artyleria okrętowa współczesna i z okresu II wojny światowej. Za budynkiem muzeum, w doku ukryta jest współczesna łódź rakietowa  klasy Storm – Blink P961. Jest to ekspozycja, ale prawdziwa. To w pełni wyposażona łódź , a nie jakaś tam makieta oraz wolno rozstawione wyrzutnie torped. Co ciekawe prawie wszedzie mozna wejsc…wdrapac sie i dotknac… 🙂 idealne miejsce na niedzielne popoludnie… 🙂

Namiary i szczegoly znajdziecie tutaj … Link do Muzemum Marynarki Wojennej

IMG_2359

IMG_2345

800px-Norwegian_Naval_Museum_Horten

Pierwszy miesiac za mna…poszukiwanie skarbow :p

30 days behind me burying in the ground …My results.

“I’ve seen places I never would have seen.”

Everyone wants to find a hidden treasure. Just imagine walking around in the woods and stumbling across a treasure chest of money. Pirates hid them all the time, sunken ships hold endless amounts of wealth under the sea, and some people are giving away their life savings just for the fun of it. Treasures are hidden all around us, and all we have to do is search for them… 🙂

I found 35 pieces different designs ammunition … 10 coins, penknife, identification numbers from motor Tempo Lett Corvette 1964, buckle of lanes, silver badge(Christiania), silver nuggettons of scrap metal and million nails… :p

COINS…monety:

1. 1902, 1øre – bronze coin, in honor of King Oscar II produced between 1876-1902

     I have found in forest 23.05.2015 at depth 20cm 

1øre1902

2. 1921, 5øre –  bronze coin, in honor of King Haakon VII

I have found in forest 07.05.2015 at depth 30cm 

5øre1921

3. 1922, 50 øre Haakon VII

1922-50ore

4. 1948, 1øre

1948-1øre

5. 1951, 10øre – copper and nickel coin, in honor of king Haakon VII

I have found in forest 21.05.2015 at depth 20cm 

10øre 1951

6. 1967, 25øre

1967-25øre

7.1968, 5øre – bronze coin, in honor of King OLAV V

I have found in forest 23.05.2015 at depth 20cm 

5ore19688. 1971, 2øre

1971-2øre

9. 1972, 10øre copper and nickel coin, in honor of king OLAV V

I have found in forest  21.05.2015 at depth 20cm 

10øre-1972

10. 1975, 1kr in honor of king OLAV V

I have found in forest 11.05.2015 at depth 25cm 

1kr1975

Ammunition, bullets etc. :

12nurnberg 30-06 USARMY FN 1940-44 P120-1934 P131-1935 P315-1936 P-1934 RA-1946 RMS -1940-45 SB-1936 Z-1939

 

Fun cont

“I’ve seen places I never would have seen.”

🙂

3524888245

Hydroelektrownia Vemork, Rjukan  28 lutego 1943 roku, godzina 1:00.

Snop światła z latarki padł na masywne, żelazne drzwi. „ADGANG FORBUDT” głosił napis na nich. Byli u celu.
Jeden z mężczyzn ostrożnie nacisnął klamkę. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Obaj zajrzeli do wnętrza. Wzdłuż długiej sali ciągnęły się dwa rzędy podłużnych kolumn oplecionych kablami i rurami. Między nimi, na samym końcu pomieszczenia stało biurko, przy którym siedział jakiś człowiek i w świetle małej lampki czytał gazetę. Bezszelestnie jak duchy zaczęli posuwać się w jego stronę.
– Ręce do góry – powiedział po norwesku jeden z żołnierzy przytknąwszy lufę rewolweru do pleców siedzącego. Mężczyzna powoli uniósł oba ramiona wysoko w górę. Żołnierz kazał mu wstać i oprzeć ręce o ścianę.
– Nie rób nic głupiego to nic ci się nie stanie. Jesteśmy Brytyjczykami – powiedział żołnierz specjalnie kalecząc swój ojczysty język. Stanął tak, by zakładnik mógł zobaczyć jego brytyjski mundur.
Jego towarzysz w tym czasie rozkładał na podłodze ładunki wybuchowe i mocował w nich lonty. Po chwili obaj dywersanci uwijali się jak w ukropie przymocowując je do komór gromadzących ciężką wodę. Zakładnik ostrożnie odwrócił głowę i zerknął na nich.
– Z jednej z tych komór wycieka ług. Niech pan uważa, żeby się nie poparzyć – powiedział łamanym angielskim.
Wszystko zaczęło się w kwietniu 1939 roku, kiedy to Irena i Frederic Joliot-Curie (córka i zięć naszej Marii Skłodowskiej-Curie) opublikowali w naukowym magazynie „Nature” artykuł, w którym stwierdzili, że rozszczepienie jądra atomowego jest możliwe. Argumentowali, że nie tylko wytworzy to olbrzymią energię, ale może także posłużyć do wyprodukowania niesłychanie potężnej broni. Te tezy bardzo zainteresowały nazistów, którzy rozpoczęli intensywne prace nad stworzeniem reaktora nuklearnego. Szybko doszli do wniosku, że stworzenie bomby atomowej będzie wymagało użycia olbrzymiej ilości moderatora – materiału, który spowolni neutrony i umożliwi rozszczepienie jąder.
Takim moderatorem była ciężka woda (tlenek deuteru) – substancja po raz pierwszy uzyskana na początku lat 30-tych i różniąca się od zwykłej wody tym, że jej atom wodoru oprócz protonu posiada także neutron. Występuje ona w wodzie w minimalnym stężeniu i można ją wyizolować za pomocą kosztownej i czasochłonnej elektrolizy.
Największym wytwórcą ciężkiej wody na świecie była norweska hydroelektrownia Vemork wybudowana w 1911 roku przez koncern Norsk Hydro, która oprócz energii elektrycznej produkowała także nawozy sztuczne. W 1934 roku norwescy naukowcy zauważyli, że produktem ubocznym syntezy amoniaku jest właśnie ciężka woda. Zaczęli ją gromadzić, od czasu do czasu wysyłając próbki do laboratoriów na całym świecie.
W styczniu 1940 roku niemiecki koncern IG Farben złożył zamówienie u Norwegów na 100 kg ciężkiej wody miesięcznie. Ci nie chcieli i nie mogli im sprzedać takiej ilości – hydroelektrownia produkowała zaledwie 10 kg tej substancji miesięcznie. To zamówienie zwróciło uwagę francuskiego wywiadu.
Deuxieme Bureau – francuski wywiad wojskowy wysłał do Norwegii trójkę agentów, którzy przekonali dyrektora Norsk Hydro Axela Auberta, by przekazał wyprodukowaną ciężką wodę do Francji na czas trwania wojny. Z Vemork woda trafiła do Oslo, stamtąd do Szkocji, by w końcu znaleźć się we Francji. Po wkroczeniu nazistów Frederic Joliot-Curie najpierw ukrył ją w skarbcu Banku Francji, a potem przetransportował do Bordeaux, skąd na pokładzie statku „Broompark” trafiła z powrotem do Wielkiej Brytanii.
Zapasy ciężkiej wody zostały usunięte, ale hydroelektrownia nadal była w stanie ją wytwarzać. Po zajęciu Norwegii w kwietniu 1940 roku hitlerowcy natychmiast wznowili produkcję.
Brytyjczycy zorientowali się w sytuacji dopiero w połowie 1942 roku. Podjęto decyzję o zniszczeniu hydroelektrowni i zaczęto rozpatrywać możliwe scenariusze akcji. Odrzucono opcję bombardowania – hydroelektrownię często skrywały mgły, a poza tym chciano uniknąć niepotrzebnych ofiar wśród ludności cywilnej. Nie wzięto także początkowo pod uwagę akcji norweskich komandosów zrzuconych na spadochronach lub przetransportowanych za pomocą latających łodzi. Uznano, że największe szanse ma duży oddział wojska przerzucony do Norwegii za pomocą szybowców ciągniętych przez bombowce.
W marcu 1942 roku Brytyjczycy zwerbowali i przeszkolili Einara Skinnarlanda – norweskiego inżyniera, który przez kilka lat pracował w Vemork. Zrzucony na spadochronie natychmiast wtopił się w lokalną społeczność i przekazał do Londynu informacje o liczebności niemieckich wojsk w rejonie oraz zabezpieczeniach, jakie naziści wprowadzili na terenie hydroelektrowni. Brytyjczycy przystapili do realizacji kolejnej części planu – operacji „Grouse”.
Dowództwo Operacji Specjalnych wybrało czterech Norwegów – Jensa Antona Poulssona, Knuta Hauglanda, Clausa Helberga i Arne Kjelstrupa i rozpoczęło ich intensywne szkolenie. Wszyscy czterej, podobnie jak Skinnarland pochodzili z rejonu Vemork, byli niezwykle sprawni fizycznie, świetnie jeździli na nartach i znali techniki survivalu. Podczas szkolenia w Szkocji nauczyli się walki wręcz, obsługi radiostacji, zakładania ładunków wybuchowych i innych umiejętności niezbędnych sabotażystom.
18 października 1942 roku czwórka norweskich dywersantów została zrzucona z brytyjskiego bombowca nad pustkowiem Hardanger. Stamtąd wyruszyli w okolice hydroelektrowni, dokąd dotarli po dwóch tygodniach marszu. Natychmiast po przybyciu nawiązali kontakt z Londynem i rozpoczęli przygotowania do przyjęcia oddziału saperów. Jako miejsce lądowania szybowców wybrali w miarę płaski teren położony około pięciu kilometrów od celu i przekazali jego współrzędne Brytyjczykom. Przyszła pora na następną fazę całego przedsięwzięcia – operację „Freshman”.

tungtvann_hovedbilde_large19 listopada 1942 roku na lotnisku Skitten w Szkocji na pokłady dwóch ciężkich szybowców wojskowych Horsa weszło 34 saperów z 1. Brytyjskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Mieli za sobą intensywne szkolenie w surowym klimacie Szkocji i Walii. Według planu bowiem po wykonaniu zadania mieli pojedynczo wycofać się w stronę granicy z neutralną Szwecją. Nauczono ich więc sztuki przetrwania w ciężkich, arktycznych warunkach. Zapoznano ich z budową hydroelektrowni, którą mieli zniszczyć i nauczono podstawowych słów po norwesku. Każdy z nich musiał zapuścić włosy, by upodobnić się do Skandynawów. Mieli na sobie cywilne ubrania, w których zaszyto mapy i spore sumy norweskich koron.
Późnym popołudniem dwa bombowce typu Halifax wystartowały w odstępie 20 minut ciągnąc za sobą ciężkie szybowce z saperami. Pierwszy zespół z trudem osiągnął wybrzeże Norwegii i walcząc z fatalną pogodą skierował się do celu. Niestety, na pokładzie Halifaxa zepsuł się odbiornik Rebecca, którego zadaniem było odebranie sygnału od komandosów oczekujących na ziemi. Załoga musiała zlokalizować miejsce zrzutu wyłącznie przy użyciu mapy, jednak w gęstej mgle okazało się to niemożliwe. Piloci zgubili drogę i zespół znalazł się 40 mil na północny zachód od hydroelektrowni. Podczas lotu w gęstych chmurach na bombowcu i szybowcu zaczęła się formować warstwa lodu. Oba zaczęły tracić wysokość i w pewnym momencie łącząca je lina pękła. Bombowiec natychmiast zawrócił do Szkocji informując dowództwo, że szybowiec najprawdopodobniej wodował. Tak się nie stało. Szybowiec rozbił się w okolicach Stavanger niedaleko Lysefjord. Spośród 17 ludzi na pokładzie ośmiu zginęło na miejscu, czterech było ciężko rannych, a pozostałych pięciu wyszło z katastrofy bez szwanku. Na miejsce zbiegli się okoliczni mieszkańcy. Ocalałym saperom trudno było się z nimi porozumieć – żaden z Norwegów nie znał angielskiego. Zdołali ich jednak przekonać, by nie zawiadamiali Niemców. Norwedzy opatrzyli rannych i spalili wszystkie mapy i dokumenty znalezione we wraku. Katastrofy nie udało się zbyt długo utrzymać w tajemnicy. Już następnego dna zjawili się Niemcy. Załogę drugiego szybowca spotkał podobny los. Bombowiec, który go ciągnął, krótko po zwolnieniu liny rozbił się o wzgórze Hestadfjell. Piloci szybowca musieli awaryjnie lądować w górzystym terenie między Helleland, a Bjerkreim. W katastrofie zginęło siedmiu saperów, a pozostali odnieśli rany. Dwóch najlżej rannych poszło szukac pomocy. W wiosce Helleland spotkali farmera, któremu opowiedzieli co się stało i poprosili o jak najszybsze sprowadzenie lekarza. Farmer odparł, że najbliższy medyk mieszka kilkanaście kilometrów dalej. Ranni i wyczerpani Brytyjczycy postanowili dobrowolnie oddać się do niewoli. Operacja „Freshman” zakończyła się całkowitą porażką. Niemcy poddali wszystkich schwytanych saperów torturom, po czym rozstrzelali ich

056008_5773909a
W jednym z wraków znaleźli strzęp mapy z zaznaczoną hydroelektrownią Vemork. To oraz zeznania torturowanych jeńców nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do celu operacji. Natychmiast wzmocniono obronę obiektu i zaminowano wszystkie kanały doprowadzające wodę do elektrowni. Całą okolicę zaczęły przeczesywać regularne patrole.
Czterej komandosi, którzy oczekiwali przybycia oddziału saperów uniknęli aresztowania. Wycofali się w góry i przez trzy zimowe miesiące żyli w niezwykle trudnych warunkach żywiąc się mchami, porostami i mięsem upolowanych reniferów. Czekali cierpliwie. Brytyjczycy nie mogli odpuścić. Ich wywiad nie wiedział, jak bardzo zaawansowane są prace nad niemiecką bombą atomową, jednak nikt nie miał wątpliwości, że pierwszym jej celem będzie Londyn. Dlatego zniszczenie norweskich zapasów ciężkiej wody stało się sprawą najwyższej wagi.  Natychmiast rozpoczęli szkolenie sześciu kolejnych sabotażystów. Nocą 16 lutego 1943 roku zostali oni zrzuceni na spadochronach w ramach operacji „Gunnerside”. Wylądowali bezpiecznie niedaleko miejsca, gdzie biwakowali komandosi przerzuceni do Norwegii trzy miesiące wcześniej. Nawiązali z nimi kontakt i całą grupą zaczęli przedzierać się w stronę hydroelektrowni. Od tych dziesięciu komandosów zależały teraz losy całego świata. Cel był znakomicie pilnowany, ale dywersantom udało się znaleźć drogę do niego. Dolinę, w której znajdowała się hydroelektrownia zamykała pionowa ściana skalna o wysokości niemal 200 metrów. Niemcy nie pilnowali jej, gdyż doszli do wniosku, że jej sforsowanie jest niemożliwe.
W nocy z 27 na 28 lutego dziesięciu Norwegów zaczęło ostrożnie schodzić po pionowej skale w dolinę. Pół godziny po północy wycinają nożycami dziury w podwójnym płocie i wkradają się na teren elektrowni. Ostrożnie zbliżają się do budynku elektroliz. Wygląda on jak ogromna, czarna bryła. Wszystkie jego okna zostały zamalowane na czarno i z wewątrz nie wydostaje się nawet najmniejszy promyk światła. Czterej komandosi zajmują pozycje wokół budynku – mają ubezpieczać kolegów. Dwóch z nich nie spuszcza oczu z baraku, w którym śpią niemieccy strażnicy.
Dowódca grupy Joachim Roenneberg wraz z jeszcze jednym komandosem zaczynają obchodzić gmach dookoła. Szukają kanału, którym do wnętrza budynku biegną przewody wysokiego napięcia. W końcu go znajdują. Otwór ma zaledwie 50 centymetrów średnicy. Gołymi rękami rozkopują śnieg, by powiększyć wejście, po czym z trudem przeciskają się do środka. Są teraz w niewielkim pomieszczeniu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Po prawej stronie i na wprost widać drzwi. Kable, obok których się przecisnęli biegną teraz po suficie i dochodzą do ściany obok drzwi na wprost. Na nich widać napis „ADGANG FORBUDT”. A więc to tutaj. Wchodzą do sali elektroliz i terroryzują dozorcę. Nie jest to jednak potrzebne – pełniący dyżur Gustaw Johansen nie darzy Niemców sympatią i udziela rad sabotażystom jak rozmieścić ładunki, by wyrządziły największe szkody. Ostrzega przed wyciekiem żrącej substancji z jednej z komór i informuje o rozmieszczeniu niemieckich straży. Komandosi przylepiają do każdej z komór ładunek nitrocelulozy wyposażony w lont. Dołącza do nich dwóch kolegów, którzy dostali się do budynku przez okno. Kiedy wszystko jest gotowe każą Johansenowi uciekać, po czym podpalają lonty. Tuż przed opuszczeniem sali jeden z nich kładzie na podłodze swojego stena. Chodzi o to, by dać Niemcom do zrozumienia, że to robota brytyjskich sabotażystów. Dzięki temu może uda się ochronić ludność cywilną przed represjami.
Lonty płoną, a komandosi po zamknięciu drzwi od zewnątrz kluczem odebranym dozorcy biegną w stronę pionowej ściany skalnej i rozpoczynają mozolną wspinaczkę. W oddali słyszą serię głuchych wybuchów. O dziwo! Niemcy wcale nie są zaalarmowani. Z sali elektroliz często dochodzą podobne odgłosy i strażnicy zdążyli się już do nich przyzwyczaić. Dopiero po długim czasie orientują się w sytuacji i wszczynają alarm. Straty są ogromne. Wszystkie komory z ciężką wodą zostały rozerwane, a zwykła woda wypływająca z przerwanych rur zmyła ją do piwnic. Niemcy utracili ponad pół tony cennej substancji. Komandosi tymczasem docierają do szczytu skalnej ściany i pędzą na nartach przez zaśnieżony płaskowyż. Wszystkim uda się uciec. Pięciu z nich przejedzie na nartach ponad 400 kilometrów i dotrze do neutralnej Szwecji, dwóch pojedzie do Oslo, gdzie wstąpią w szeregi ruchu oporu, a trzech pozostanie w okolicy, by na bieżąco informować Londyn o sytuacji w hydroelektrowni.
Akcja norweskich komandosów jest dzisiaj określana jako najbardziej udany sabotaż podczas II Wojny Światowej.

DF_Hydro_at_Mæl

To jednak nie był koniec „bitwy o ciężką wodę”.
Niemcy w ciagu dwóch miesięcy naprawili uszkodzenia i wznowili produkcję. Knut Haukelid – jeden z komandosów, którzy pozostali na miejscu natychmiast powiadomił o tym fakcie Brytyjczyków. Kolejna akcja sabotażystów nie wchodziła w grę, rozpoczęto więc serię bombardowań. W listopadzie 1943 roku dywanowy nalot 143 amerykańskich „latających fortec” poważnie uszkodził hydroelektrownię. Po tym wydarzeniu Niemcy postanowili zdemontować urządzenia i przewieźć na teren Rzeszy. W lutym 1944 roku zdemontowane komory elektrolizy oraz beczki z wyprodukowaną ciężką wodą załadowano na pokład promu MS „Hydro”, który miał je przewieźć na drugą stronę jeziora Tinnsjo. Haukelid postanowił działać. Razem z trzema towarzyszami zakradli się do portu. Jeden z nich zagadał marynarza stojącego na nabrzeżu, a pozostała trójka niepostrzeżenie dostała się na prom. Na najniższym pokładzie rozmieścili dwa ładunki plastiku o łącznej wadze ośmiu kilogramów wyposażone w zapalniki czasowe po czym  opuścili statek. Prom wypłynął o północy 20 lutego 1944 roku. W momencie, kiedy znajdował się kilka kilometrów od brzegu targnęły nim dwie potężne eksplozje. Zatonął w ciągu kilku minut. Wraz z nim na dnie norweskiego jeziora spoczęły hitlerowskie marzenia o broni atomowej…

Telewizja NRK w 1993 roku zrobila material dokumentalny o probie zbadania czy wciaz mozna odnalezc beczki z zatopionego promu….grupa nurkow glebinowych z Notodden i robotow odnalazla je na glebokosci 400metrow…

Patrz link : Hydros hemmelighet

Jezioro Tinnsjå ma zbadana glebokosc 460 metrow…i kryje wciaz jeszcze wiele tajemnic…W 2004 roku, dzieki amerykanskiej TV został zbadany i nakręcony (NOVA)material o wraku z ladunkiem ciężkiej wody a dodatkowo ekipa filmowa nakrecila materiał na nowy dokument o niezwyklych rybach, ktore pływaja w pobliżu dna jeziora na głębokości 430 m. Dwa okazy ryb nieznanych wcześniej zostaly schwytane w kwietniu 2005. Analiza wykazała, ryby być ściśle związane z Arctic Char!!!

Patrz link : Sensasjon hentet opp fra 430 meters dyp

5

391463_644482748914264_727243625_n

935941_696483280380877_874274423_n

My first time anguis fragilis, 64-year-old coin and a grenade!

357807-6-1255193180302

Pierwszy raz w życiu ( dzięki koledze G. vel. E. z Tønsberg) zdecydowałem się jak i wielu innych maniaków poszukać śladów historii w ziemi…a dokładniej złota, srebra i dukatów!

Zaopatrzyłem się w sprzęt dla amatorów … zakupiłem Garetta Ace 250, zostałem członkiem NMF-„Norges Metallsøkerforening” załadowałem się do plecaczka i ku zdziwieniu mojej kobiety udałem się do lasu…jak najdalej od miasta, żeby sąsiedzi nie pukali się w głowę na mój widok. Z taka małą nie pewnością rozłożyłem sprzęt i się zaczęło…

Otaczająca cisza w lesie co chwile była przerywana piknięciami, kliknięciami i odgłosem mojej łopatki do sadzenia kwiatków… kompletnie pochłonęła mnie adrenalina ukrytych skarbów w ziemi…

W ciągu tej niesamowitej godziny odnalazłem pozostałość ręcznego granatu

granat

monetę 10øre na część króla Hakona 7 z 1951roku i

DSC06460

DSC06465

oraz mała zaspana żmiję…a jak to stwierdził mój kolega Michał…chyba nawet bardziej padalca

IMG_1030

IMG_1032

Wiec, cóż… moja przygoda dopiero się zaczyna…Polecam!

cdn

DSC064631951 hakon 7